Autor / Zródło: Wioletta Sawicka, olsztyn.gazeta.pl
piątek, 29 styczeń 2010
Cypel na Śniardwach został zbudowany nielegalnie. Ale widocznie można tak robić - tak mieszkańcy i przyrodnicy komentują decyzję Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Warszawie, który zgodził się, by nasyp istniał dalej.
Sprawę nielegalnego półwyspu opisywaliśmy w październiku. Mimo że właściciel nieruchomości w Nowych Gutach niedaleko Orzysza nie miał wymaganych pozwoleń, zbudował cypel wchodzący 70 metrów w głąb jeziora. Nasyp powstał w miejscu, gdzie do czasów wojny był falochron. Obecny właściciel działki nad jeziorem dawny falochron usypał na nowo, nawiózł kamienie, potem cypel zagospodarował, obsadził roślinami. Nie dostał jednak na to żadnej zgody. - Aby wykonać tego typu budowlę, powinien uzyskać pozwolenie wodno-prawne, a także wystąpić do RZGW z wnioskiem o zawarcie umowy użytkowania gruntów pod wodami, które zostały zajęte. Nie zrobił tego, więc budowla jest nielegalna - tłumaczył "Gazecie" pod koniec października rzecznik RZGW w Warszawie Dariusz Bogacz. Podkreślał przy okazji, że przepisy mówiące o inwestycjach nad wodami nie mogą być łamane, bo byłby to zły przykład dla innych.
Złoży dokumenty i po sprawie
Właściciel cypla, który nie chciał, by podawać jego nazwisko, nie przejmował się tym. W rozmowie z "Gazetą" mówił wprost: nawet jeśli decyzja RZGW będzie dla niego niekorzystna, to i tak nasypu nie rozbierze. Jak przekonywał, nie potrzebował pozwoleń na budowę, bo nasypu nie umacniał - choć mieszkańcy wsi byli świadkami robót na falochronie - a kamienie, z których zbudowany jest cypel... przyniosła fala.
Były dwie możliwości zakończenia sprawy: zburzenie nasypu albo jego zalegalizowanie. - Wybraliśmy drugi wariant - mówi Dariusz Bogacz. Przeważyły argumenty, że właściciel nie zbudował zupełnie nowego obiektu, tylko odbudował falochron, który istniał kilkadziesiąt lat temu, by chronić brzegi jezior. Wystarczy, że budowniczy cypla złoży teraz wszystkie dokumenty niezbędne do rozpoczęcia inwestycji, a dostanie zgodę i będzie mógł legalnie dzierżawić fragment jeziora, na którym jest cypel.
Nie boi się pan, że to będzie zachęta dla innych, żeby budować na jeziorze bez pozwoleń, licząc potem na legalizację? - pytam. - Nie chciałbym, aby ta sytuacja była tak odczytana. To specyficzny przypadek - odpowiada Dariusz Bogacz.
Czyli tak można
Zaskoczona decyzją RZGW w Warszawie jest mieszkanka Nowych Gut (nazwisko do wiadomości redakcji). Była jedną z tych osób, które od trzech lat próbowały powstrzymać budowę cypla i samowolą na Śniardwach starała się zainteresować lokalne urzędy. Mieszkańcy przekonywali, że na terenie Mazurskiego Parku Krajobrazowego wszystkie inwestycje są pod szczególną kontrolą. Odnieśli tylko jeden mały sukces. Mężczyzna, który usypał cypel, został ukarany przez sąd 3 tys. zł grzywny za naruszenie linii brzegowej jeziora. Ale samą budową nasypu sąd się nie zajął, dlatego cypel istnieje do dziś. - Bardzo się dziwię tej decyzji. Jak można coś sobie zbudować bez dokumentacji i pozwoleń, a dopiero potem legalizować - mówi zdziwiona.
Nie mniej zaskoczona decyzją RZGW jest Maria Mellin, szefowa Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. - To jest inwestycja nielegalna, wykonana bez żadnych pozwoleń. Ale stąd wniosek, że można tak budować - mówi w rozmowie z "Gazetą".
Mieszkańcy skarżyli się wcześniej, że na cypel nie mogli wchodzić. Opowiadali o przypadkach, gdy ktoś zacumował przy cyplu i był wyganiany przez mężczyznę, który zbudował nasyp. Stanowisko RZGW w tej sprawie jest jednoznaczne: ludzie mogą korzystać z cypla. - W ocenie naszych prawników nawet jeśli [mężczyzna] będzie legalnie dzierżawił grunt, na którym jest nasyp, nie może zakazywać korzystania z niego innym osobom - tłumaczy Bogacz. - W dalszym ciągu są to wody należące do skarbu państwa, a więc publiczne, które służą zaspokajaniu potrzeb wszystkich ludzi.
KOMENTARZ
Urzędnicy twierdzą, że ta sprawa jest wyjątkowa. Jednak takich wyjątkowych spraw nad jeziorami było już kilka. W Olsztynie sprzedano przecież kawałek jez. Krzywego, tak jakby to była działka budowlana, a nie woda, a pod Barczewem dwa jeziora, których sprzedać nie wolno. Może to są wyjątki, ale wrażenie jest takie, że granice prawa chroniącego jeziora są bardzo płynne. Skoro rzeczywiście uważamy je za cud i skarb, czas najwyższy zastanowić się, dlaczego z taką nonszalancją traktuje się ich ochronę.
Tytuł oryginalny: "Na jeziorach można budować na dziko"
Komentarze
`klakier` Dodane przez myślący moher Od kir w dniu - 2010-02-01 13:16:14 Od kiedy w Polsce nazywasz "oligarchami" cwaniaków i hochsztaplerów,którzy z łobuzerią po 1989r doszli przez przekręty do majątków wypracowanych przez NASZYCH RODZICÓW. Boli mnie to >że za stanowiska i apanaże młodzi 'urzędasy' wydają pozwolenia wbrew przepisom i KONSTYTUCJI ,uzależniając sie od tych "OLIGARCHÓW" -nie przewidując że zaczynają taplać się w tym samym błocie ,a następne pokolenie wywiezie ICH na taczkach. Tak,tak klakier zostaną CI tylko ulice, bo za chodzenie po ulicach ,będziesz płacić 'OLIGARCHOM" Amen.
Do ~klakiera Dodane przez myślący moher w dniu - 2010-02-01 12:50:51Starak niech inwestuje w most na kanale i dziurawe ulice giżyckie. To dotyczy także cwaniaka Wróbla. Słuchaj pomiotku tych cwaniaków -MY CHCEMY MIEĆ DOSTĘP DO WODY
Dodane przez klakier w dniu - 2010-01-30 07:53:34przecież Starak zainwestował swoje pieniądze w Polsce,nie wywiózł ich za granice,naszych oligarchów wyganiamy z kraju i ściągamy obcych inwestorów którzy wyprowadzają podatki do swoich krajów i Polska ma być bogatym krajem?????????????javascript:ac_smilie('')
Dodane przez z Fuledy w dniu - 2010-01-30 03:59:26Może by przyjechała jakaś telewizja ogólnokrajowa i sfilmowała te Starakowe i Wróblowe posiadłości ogrodzone tak samo jak hitlerowskie obozy koncentracyjne.
może o giżyckich "czereśniakach" na po Dodane przez Gość w dniu - 2010-01-29 02:07:46Może by pani redaktorka opisała jak zdobywał pozwolenia oligarcha Starak na Fuledzie
Wpisz się i pamiętaj, że redakcja >>Naszych Mazur.eu<< nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy!