Warning: session_start() [function.session-start]: The session id is too long or contains illegal characters, valid characters are a-z, A-Z, 0-9 and '-,' in /home/czarek/naszemazury.eu/index.php on line 24 Nasze MazuryNasze Mazury - ZA ZACHCIANKI SEKRETARZA ZAPŁACI PODATNIK
Ile mogą wynieść koszty postępowania w sprawie Wojnara? Trudno powiedzieć. W dochodzenie winy tego niewątpliwie groźnego przestępcy zaangażowano jednostki administracyjne w innych miastach w Polsce, m.in. nicowano go w Łodzi, czy przypadkiem nie podpada pod jakiś „smakowity” paragraf. Kosztami nie przejmował się na pewno powód – sekretarz Urzędu Miasta, który cały ten cyrk zafundował nie z własnej kieszeni, a podatnika, czyli Państwa, Drodzy Czytelnicy.
Poniżej zamieszczamy relację z przebiegu rozprawy. Komentarze wpisujemy tam, gdzie zwykle.
Przebieg sprawy
Sędzia Janusz Supiński zaprosił wszystkich czekających pod salą rozpraw numer 3 do środka. Po krótkiej chwili przeznaczonej dla mediów, podsądny wysłuchał ciążących na nim zarzutów. Były nimi (obydwa z ust. prawo prasowe): brak rejestracji strony internetowej (art. 45) oraz nie umieszczenie na stronie danych właściwych dla stopki redakcyjnej (art. 49) Z. Wojnar nie przyznał się do postawionych zarzutów. Zwrócił również sądowi uwagę, że akt oskarżenia jest niezgodny z faktami, ponieważ strona internetowa naszemazury.eu wydawana jest od 31 maja 2006 roku, a nie od marca 2003 oraz że stopka redakcyjna od początku jej funkcjonowaniazawierała imię i nazwisko, numer telefonu komórkowego, numer Gadu Gadu oraz adres Skype. Brak adresu Wojnar wyjaśnił swoją niejasną sytuacją lokalową i częstymi przeprowadzkami, które wynikały z nieformalnych, oczywiście trudnych do udowodnienia, nacisków na ludzi udzielających jemu schronienia. Podjął także próbę przedstawienia „profilu psychologicznego” powoda, sekretarza miasta – Lecha Mrozinkiewicza, załączając do akt sprawy opinie na jego temat zamieszczone niegdyś w nieboszczyku „Tygodniu Giżyckim”. Trzeba dodać, opinie bardzo niepochlebne napisane przez: obecną radną wojewódzką, powiatową oraz miejską, wykazujące zamiłowanie sekretarza miasta do używania metod najmniej właściwych dla funkcjonariusza służby cywilnej. (aby otworzyć, kliknij na grafikę).
Po złożeniu wyjaśnień przyszedł czas na oświadczenie, w którym czytamy:
Giżycko 11.08.2008
O Ś W I A D C Z E N I E
Usadowienie mnie na ławie oskarżonych uznaję za ogromny sukces osoby, która od niemal dwudziestu lat z ramienia władzy samorządowej odpowiada za bezpieczeństwo, ład i porządek w Giżycku.
Sprawy sądowe dot. rejestracji stron internetowych toczą się w Polsce od wielu lat. Znacząca ich ilość ma charakter odwetowy władzy różnego szczebla – głównie powiatowego i gminnego - które niekoniecznie pragną słyszeć i czytać odmienne od tejże władzy poglądy na bieg spraw publicznych – zwłaszcza kiedy troska o ich los jest uzasadniona.
Przeto autorów takich niepokornych stron internetowych owa władza nęka posługując sięułomnym prawodawstwem i nie najlepszą kondycją wymiaru sprawiedliwości.
Strona internetowa www.naszemazury.eu powstała 31 maja 2006 roku jako naturalny odruch sprzeciwu przeciwko jednostronnemu przekazowi biegu spraw publicznych przez lokalną władzę giżycką. Jest moją inicjatywą „pro publico bono” bez atrybutów komercyjnych.Dopiero w lipcu 2007 r. na okoliczność klasyfikacji stron internetowych stanowisko zajął S.N. (sygn. akt IV KK 174/07)
Należy podkreślić, że to powyższe orzeczenie Sądu Najwyższego jest wiążące jedynie w tej jednej przedmiotowej sprawie, aczkolwiek wszelkie orzeczenia S.N. mają wpływ na pracę innych sądów niższych instancji.
Pragnę zwrócić uwagę iż owo orzeczenie jest po wielokroć podważane przez różnorodne środowiska, w tym także innych sędziów S.N. – co wynika z przestarzałego prawa prasowego ustanowionego jeszcze w okresie stanu wojennego 1984 roku. Definicje w nim zawarte nijak mają się do technologii i cywilizacji XXI wieku.
Do stawianych mi zarzutów nie przyznaję się i traktuję je w kategoriach małostkowego i prymitywnego posługiwania się atrybutami władzy i tej formalnej, i tej nieformalnej jaką posiada Sekretarz Miasta Giżycko Lech Mrozinkiewicz – „animator” dzisiejszej rozprawy sądowej.
Toteż jeżeli Wysoki Sąd nie umorzy przedmiotowej sprawy na dzisiejszym posiedzeniu wnoszę o powołanie wyżej wymienionego Lecha Mrozinkiewicza na świadka na okoliczność wyjaśnienia motywów jakie nim kierowały absorbując Policję, Prokuraturę i Sąd, a także, a może przede wszystkim na uzasadnienie szkodliwości społecznej zarzucanego mi przestępstwa.
Przed czterema laty tutejszy Sąd okazał swoim orzeczeniem niezwykłą wyrozumiałość wobec syna prominenta (Krzysztof Ungier). Ja nie oczekuję wyrozumiałości, jeno przyzwoitości i wiarygodności.
Zygmunt Wojnar
Zygmunt Wojnar złożył sądowi wyjaśnienia, że znajdujące się w tytule słowo „gazeta” to rzecz umowna. Stwierdził, że strona internetowa ma formę blogu i tak należy ją traktować, przy czym niefortunne nazwanie jej gazetą było jedynie wyrazem sprzeciwu wobec jednostronnego przedstawiania życia publicznego Giżycka na łamach lokalnych pism.
Wniosek o rejestrację „NaszychMazur.eu” został złożony w marcu br.. Próby rejestracji Zygmunt Wojnar podejmował także w roku 2007, jesienią, jednak w sekretariacie sądu w Olsztynie otrzymał informację, że” może, ale nie musi” rejestrować strony internetowej.
Sąd odczytał także zeznania nieobecnego Mariusza Piotrowskiego, świadka w sprawie, który w 2003 roku zarejestrował dwa tytuły prasowe o nazwie „Twoje Mazury” oraz „Nasze Mazury”. Istniało wobec tego prawdopodobieństwo naruszenia praw do tytułu przez Wojnara, jednak ten zarzut okazał się bezpodstawny, ponieważ nazwa „www.naszemazury.eu. Niezależna Gazeta Mazurska” w żaden sposób nie narusza dóbr męża burmistrzyni.
Mimo deklaracji w oświadczeniu, Wojnar nie skorzystał z formalnego wniosku o powołanie na świadka sekretarza Mrozinkiewicza. Uznał, że ten proces jest i tak wystarczającą stratą publicznych pieniędzy. Zaznaczył, że wniesie o przesłuchanie Mrozinkiewicza dopiero w momencie, gdy wyrok będzie dla niego niesatysfakcjonujący.
Mrozinkiewicz syty, a Wojnar cały?
Ostatecznie postępowanie zostało warunkowo umorzone na okres jednego roku. Sąd uznał, że strona internetowa „Nasze Mazury.eu” jest dziennikiem a nie blogiem, co wynika z układu rubryk oraz materiałów na niej zawartych, które mają znamiona materiałów dziennikarskich, a nie przemyśleń autora. Przyznał, że prawo prasowe jest dyskusyjnym i starym aktem normatywnym, jednakże oparł się na orzeczeniu Sądu Najwyższego z 2007 (casus „Nowin Bytowskich”) i również orzekł, że dzienniki podlegają rejestracji. Naruszenie przez pozwanego art. 45 i 49 ustawy prawo prasowe, zdaniem sądu, nie niosło za sobą znacznej szkodliwości społecznej. Okolicznością wziętą pod uwagę był także fakt dezinformacji w sekretariacie Sądu Okręgowego w Olsztynie.
Ponieważ w momencie prowadzenia sprawy „Nasze Mazury.eu” były już zarejestrowanym tytułem, sąd warunkowo oddalił pozew, zwalniając Wojnara z kosztów rozprawy oraz informując o przysługujących prawach do odwołania się od wyroku.
Istotnym elementem uzasadnienia wyroku było odwołanie się przez sąd do kwestii charakterystyki Lecha Mrozinkiewicza. Przedstawione przez Wojnara materiały prasowe nie były brane pod uwagę w toku sprawy, ponieważ ani sąd nie zajmuje się kwestiami sprawy władzy samorządowej, ani władza samorządowa nie ma wpływu na sąd.
Niebezpieczny precedens – Rok 1984?
Orzeczenie giżyckiego sądu tworzy w giżyckim światku medialnym niebezpieczny precedens. Daje wyraźny sygnał wszystkim niezarejestrowanym blogerom i właścicielom stron z materiałami informacyjnymi (także tym z niekompletną stopką redakcyjną), że jakikolwiek „wyskok” nieprzystający do oficjalnego „tryndu” giżyckiej władzy samorządowej w każdej chwili może być ukarany pozwem. Być może autorem takiego donosu będzie znowu nasz osławiony sekretarz miasta, który bardzo nadgorliwie potraktował „sprawę Wojnara”. Może mało kto wie, że kwestie rejestracji prasy nie należą do jego kompetencji (w swoich zadaniach ma jedynie jej prenumeratę; zob. http://www.bip.gizycko.pl/struktura/1/185/wydzial_ogolny_wo), a właśnie jako sekretarz miasta złożył pozew (przyznał się do tego dziennikarce z PAP w rozmowie telefonicznej). Czy Mrozinkiewicz w czasie pracy powinien zajmować się sprawami wychodzącymi poza obszar jego kompetencji? Przypomnę, że na jego pensję składają się podatnicy, czyli MY.
Nawiązanie do „Roku 1984” jest oczywiście zabiegiem „na wyrost”, jednak bardzo niepokojącą rzeczą jest fakt, iż w erze supertechnologii, w XXI wieku, opieramy się na prawie tworzonym przez reżim podobnie zorientowany na jednostkę jak w opisywanej przez Orwella historii. Ale nie jesteśmy sami. Zapędy do rejestrowania stron internetowych wykazuje także nasz białoruski sąsiad. Tam nowa ustawa medialna będzie dawała prawo represjonowania właścicieli niezarejestrowanych stron (zob. http://wyborcza.pl/1,76842,5315485,Lukaszenka_robi_porzadek_z_internetem.html). Tylko, czy można porównywać Polskę i Białoruś? Czekamy na uchwalenie przez obydwa parlamenty instytucji „myślozbrodni” – sprawa Wojnarów i jemu podobnych rozwiąże się sama…
Wykładnia z VAGLA
Zagadnienie rejestracji stron internetowych jako dzienniki lub czasopisma jest sprawą dość dyskusyjną. Sami sędziowie Sądu Najwyższego nie są w tu jednomyślni. Podobnie prawnicy i ludzie zajmujący się mediami. W Internecie funkcjonuje strona internetowa, w której autor śledzi z uwagą wszystkie kwestie dotyczące szeroko pojętych mediów elektronicznych. Oto jego zdanie na ten temat, według mnie przekonujące (zob. http://prawo.vagla.pl/node/7447).
Zakończenie
Sprawa, której świadkami byliśmy dzisiaj w sądzie grodzkim była żenującym przykładem jak może funkcjonować lokalna demokracja. Z jednej strony mamy atak na jedno z nielicznych niekontrolowalnych mediów, z drugiej - bardzo widoczne zaangażowanie Lecha Mrozinkiewicza, bohatera kilku niepochlebnych komentarzy autorstwa red. Zygmunta Wojnara, który złożył doniesienie jako sekretarz miasta (do czego, jak wiemy, sam się przyznał). Czy to znaczy, że kilkaset stron materiałów dowodowych przekazanych policji i prokuraturze, „szara eminencja” ratusza drukowała w godzinach pracy na urzędowym papierze?
Ten wyrok musiał być „salomonowy”. Sąd musiał w jakiś sposób zachować proporcje pomiędzy „szkodliwością społeczną” zarzucanych redaktorowi „Naszych Mazur.eu” czynów oraz powagą instytucji, w imieniu której ogłaszał werdykt. Jednak mimo wszystko pozostaje pewien niesmak, co do sposobu załatwienia tej sprawy przez powoda. I jak tu nie wierzyć w jej polityczne podłoże?
Biesłan Kondracki
Na marginesie: To, że kontakt z władzą jest towarem deficytowym w naszym mieście, pokazuje sama Jolanta Piotrowska. W temacie „Pytania do Pani Burmistrz” założonym na Oficjalnym Forum Giżycka (OFG.pl) na kilkaset zapytań zadanych przez mieszkańców, znajdziemy tam jedną(!!!) odpowiedź. Skoro komunikacja między władzą a społeczeństwem zawodzi, dalej powstawać będą ośrodki zapewniające pluralizm medialny w naszym grajdołku. Władza musi pamiętać, że w niedługim czasie, wraz z dojrzewaniem nowych pokoleń, dojdzie do zmiany kultury politycznej (zaściankowo-poddańczej), a co za tym idzie – większa będzie dociekliwość społeczeństwa. Już dziś radzimy się z tym liczyć…
-----------------
Komentarz Zygmunta Wojnara dla:
Odsłon: 1764
Bądź pierwszym który skomentuje
Napisz komentarz
Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu.
Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
Komentarze promujące własne np. strony, produkty itp. będą usuwane.
*Odśwież* swoją przeglądarkę by dokonać zmiany kodu przed użyciem przycisku 'wyślij'.